środa, 28 października 2009

wtorek, 27 października 2009

Jesienne liście, puzzle i Bartek dżentelmen

W zeszłym tygodniu prawie wszystkie kółka były odwoływane, tak więc Iza poszła z Bartkiem pod salę lekcyjną do szkoły, aby dowiedzieć się jak to będzie dziś wyglądało. Zajęcia miały być, więc Nataniel dostał informację, że dziś może do domu wrócić sam (ostatecznie i tak wróciliśmy razem). Nasz uczniak poszedł więc na zajęcia dodatkowe, tzw. kółko z j. angielskiego. A przed szkołą doszło do spotkania „rodzinnego” – Iza z Bartkiem wracali razem z Emilką i mamą Olą. Bartek – jeśli dobrze kojarzę – po raz pierwszy spotkał się „face to face” z Emi (jak on to mówi: „dziewcina” Natanka). Ta jak się okazało zapomniała jednej z książek i pobiegła po nią do szkoły. Bartek zabrał się za zbieranie liści. O tyle to dziwne, bo jak jesień długa – ta i każda poprzednia – to Bartek nigdy nie zbierał liści i nikt go do tego też specjalnie nie zachęcał. Emilka wróciła i Bartek dał jej samodzielnie uzbierany bukiecik liści – ku zdziwieniu obecnych i mnie, gdy to usłyszałem. Malec nie startuje w konkury ze starszym bratem, a raczej obudził się w nim mały dżentelmen. Wiele razy miał okazję słyszeć o Emilce w trakcie naszych rozmów z Natanielem, oglądać ich wspólne zdjęcia, wpychać się „na trzeciego”, gdy siedzimy przed komputerem np. oglądając „naszą klasę”. I jestem pod wrażeniem jego samodzielnej reakcji – trzeba było przygotować bukiecik z listków i uhonorować Emilkę, bo przecież to jest „dziewcina” Natanka. Dla mnie bomba! Sam też uświadamiam sobie, że dzieci przyglądają się i przysłuchują naszym zachowaniom oraz wyrabiają postawę, a my do końca tego sobie nie uświadamiamy.
W ostatnich dniach Bartek zabłysnął również przy okazji prezentu jakim było puzzle. Nową układankę przez trzy dni ułożył ok. 30 razy (w dniu). Po każdym ukończeniu następowała celebracja sukcesu, otrzymywał wymowne pochwały i widać było jak rośnie w nim duma z samego siebie. Parę klocków a jak mocno można posłużyć się nimi do budowy własnej wartości malca. Zresztą chęć do układania puzzli to chłopaki mają oboje…
(fotka na puzzlach z profilu nk od Emilki)

piątek, 23 października 2009

eRka, eRka - niebieska eRka




Jesień, jesień...

Wbrew aurze nam jest wesoło.

Ćwiczenia antygrawitacyjne


Nasze "leśne ludki"

Huśtu, huśtu...

A kuku...

Krople z drzew...



środa, 21 października 2009

Tango w mroźny jesienny dzień


Była jesień wiało chłodem,
a przed domem za „ogrodem”
umówiła się z chłopakiem
na ławeczce za trzepakiem.

Jedną chwilę tam siedzieli,
poczym czule się objęli.
I do tanga on ją prosi,
czuć, że na coś się zanosi.


Cały świat wirował wkoło,
a im było wciąż wesoło.
Drzewa im się przyglądały
i w rytm tanga kołysały.












Obrót w prawo, obrót w lewo.
„Oh, jak pięknie” - woła drzewo.
Zmienił on tańca kierunek,
no i skradł jej pocałunek.












Mroźny dzień a tak gorący
w rytmie tańca mijający.
Są szczęśliwi, roztańczeni,
no i w miłość zapatrzeni.

(zdjęcia autorstwa Oli – mamy Emilki)

Chłopaki jako ninje

Enceklopedycznie powinno być tak:
Ninja (jap. 忍者, także: 忍び, shinobi lub 忍びの者, shinobi-no mono) – rodzaj japońskich wojowników specjalizujących się w szpiegowaniu, zamachach i sztukach walki. Działali od okresu Kamakura do okresu Edo. Wojownicy ninja brali udział w tajnych operacjach i zamachach, służyli również jako najemnicy.
Stan faktycznie to:
wyrównywanie poziomu testosteronu

wtorek, 20 października 2009

Niekończąca się opowieść

Głodomorek okupuje kuchnię


Akcja "obóz 2010"

Za kilka dni jest weekendowy, harcerski biwak - Nataniel na niego nie jedzie. Ale rozpoczęliśmy akcję obóz 2010, czyli uzgodnilismy, że tak będziemy współpracować, aby przygotować go do samodzielnego wyjazdu. No i zaczęło się ścielenie łóżka bez przypominania o tej konieczności - a pod koniec tygodnia jest podumowanie, jak wywiązał się z zadania, dalej że jeżeli koszula ma 7 guzików to 7 a przynajmniej 6 dziurek trzeba znaleźć. Za moment zaczniemy akcję "Myję zęby i rodzic nie musi mi przypominać". Do wakacji, a pewnie i wcześniej do wiosennego biwaku damy radę

Godomory okupują kuchnię

Na niepogodę i na deszcz najlepsza miłość jest

Miłość dzieciaków dalej pięknie kwitnie. Ostatnio da się zauważyć nowy rytuał, tzn. po lekcjach (o ile Nataniel nie zostaje dułżej, na którymś z kółek) idzie(my) odprowadzić Emilkę. W zasadzie dwa kroki dalej, ale jakie to są ważne kroki. Poza tym fajny czas, bo można zamienić kilka zdań z Olą lub p. Waldkiem - rodzicami Emi. Na naszej klasie ten deszczowy spacer naszych dzieciaków fajnie skomentowała Ola (podobno fragment harcerskiej piosenki, ale ja jestem laikiem): "...romans w deszczu takie mokre miłowanie, spacer w deszczu mokrych kropel rachowanie, mokre włosy mokre oczy mokrzy MY...romans w deszczu Ja i Ty... Nasze Dzieciaczki :) "