poniedziałek, 19 października 2009

Zakochany syn - wyzwanie dla ojca


Nie pomyślałem wcześniej, że Nataniel tak poważnie zakocha się w 1-klasie. Serce nie jest złamane, a wręcz przeciwnie miłość jest wzajemna. Zaskoczenie może jest tym mniejsze, że już w przedszkolu dzieciaki darzyły się dużą sympatią. Ale to co objawia się w ostatnich tygodniach, to piękny rozkwit ich relacji. Dla Emilki wielkie „chapeau bas” za stałość w uczuciach, bo przecież to raczej niespotykane u siedmiolatków, żeby to co w dzieciach zaiskrzyło przed wakacjami nie przytliło się przez te 2,5-miesiaca, a od września dalej się rozwijało. I nie pytajcie mnie o ich dojrzałość emocjonalną. Bo choć jest ponad wiek, to ważniejsza jest dla mnie w tym wszystkim moja relacja z Natanielem. Bo gdy ten miłosny Wezuwiusz wybuchnął, to dla mnie najważniejszym było, aby syn otrzymał od taty komunikat – nie mam tu na myśli tylko słów – że szanuję jego uczucia, akceptuję i w tym wszystkim całym sobą jestem po jego stronie. Kolokwialnie: wiedziałem, że nie mogę jako ojciec spieprzyć tego momentu. Widziałem jak Nataniel badał moje i nasze reakcje na odkrywanie się ze swoimi miłosnymi przeżyciami, a szybko odnalazłem się i też przez syna zostałem postawiony w tej nowej rzeczywistości podejmując tematy i pytania: - czemu ona mnie tak często pyta czy ja kocham? – że jego komunikaty choć dobre w intencjach to w przekazie mogą zostać inaczej odebrane niż chciał (to przerabiamy raz po raz), - jak mówię, że „kocham”, to mam na myśli miłość 1-klasity (no bo w pewnym momencie chłopak zastanawiał się że miłość to jak ma się dzieci, chodzi do pracy, ect.), - że trzeba kobiecie dawać informację zwrotną, że świetnie wygląda (a Emilka to jak mała modelka…), - jak pomóc mu zaaranżować pewne drobne, ale czytelne gesty wyrażające że mu na niej zależy (mały bukiecik, gdzie zamiast kwiatków są gumki do włosów, kostka szczęścia z własnymi zdjęciami, miłosne origami).
Jestem dumny z jego otwartości, że to co nosi w sobie potrafi wyrazić. Cieszę się z naszych rozmów i że zostałem dopuszczony do tego przecież osobistego, intymnego rozwoju emocjonalnego i mogę mu towarzyszyć. A gdy patrzę na nasze dzieciaki, jak potrafią tą serdeczność sobie wyrazić, to serce moje jest pełne radości. To fantastyczna sprawa, że spotkały się dwa dzieciaki, po których widać, że zostały wychowane w dużym doświadczeniu miłości i wzajemna serdeczność jest dla nich naturalna. I jeżeli pisałem na początku o zaskoczeniu, to w zasadzie jest jedno: nie spodziewałem się, że tak szybko przyjdzie mi dorastać do bycia ojcem zakochanego syna.

Brak komentarzy: